Michał Zajda
Żydowskie Getto w Krakowie

Wiele napisano o tragedii krakowskiego getta, która wydarzyła się w dniach 13-14 marca 1943 roku. Jednak co roku, gdy wspominamy te straszne dni, przed oczami pojawia się nam bezmiar bestialstwa, jaki spotkał krakowskich Żydów, o którym nie możemy zapomnieć, nie chcemy zapomnieć…

Kraków, jako stolica Generalnego Gubernatorstwa, zdaje się być typowym przykładem „rozmachu” i samowoli, z jakimi Niemcy traktowali Żydów w tamtym czasie. Krakowskie getto zostało bardzo szybko ogrodzone murem. Niemcy już w roku 1940 deportowali większość liczącej przed wojną około 70 tys. mniejszości żydowskiej, pozostawiając tylko około 15 tys. osób, które następnie umieszczono w getcie. Powodów takiej decyzji było wiele, zresztą okupant nie miał w zwyczaju tłumaczyć się ze swoich zarządzeń, albowiem korzystając z przywileju siły, mógł robić, co zechciał, a tym bardziej nie zwykł tłumaczyć się przed Żydami. Oczywiście Niemcy podawali irracjonalne powody swoich poczynań, chociażby po to, by wyjaśnić takie postępowanie samym Niemcom. Tłumaczono, iż izolacja Żydów przeprowadzana jest w celu zapobieżenia akcji sabotażu, prowadzenia wrogiej propagandy oraz zduszenia działalności licznych żydowskich organizacji zarówno bojowych, jak i partyzanckich. Najbardziej absurdalnym powodem było pomawianie Żydów o brak podstawowych zasad higieny, twierdzenie, że są oni roznosicielami chorób zakaźnych powodujących epidemie. Biorąc pod uwagę urągające warunki higieniczne, jakie panowały w gettach, należy z całą mocą stwierdzić, że znajdujący się tam lekarze robili, co tylko można, by ratować resztki bezczeszczonej godności ludzkiej przed jej całkowitym pohańbieniem.

Krakowskie getto likwidowano etapami, trudno jest pisać o liczbach, gdyż w zasadzie przerażającą większość mieszkańców getta zamordowano. Kolejność, w jakiej to się odbyło, jest również sprawą drugorzędną. Jednak podamy ją z kronikarskiego obowiązku. Niemcy przeprowadzili w Krakowie trzy wielkie akcje wysiedleniowe ludności żydowskiej. Warto w tym miejscu wspomnieć jeszcze pewien aspekt językowy. Należy pamiętać, że wszystkie niemieckie działania względem Żydów na terenie Polski podczas II wojny światowej można oddać jednym słowem: Aussiedlung,co w wolnym tłumaczeniu oznacza (przymusowe) wysiedlenie.Jednak w słowniku polskich Żydów to słowo nabrało zdecydowanie bardziej złowrogiego znaczenia. Początkowo Niemcy używali go zgodnie z jego powszechnie przyjętym znaczeniem, później w miarę nasilania się represji i morderstw zaczęło ono nabierać znaczenia ostatecznego. Fałszywa terminologia była jednym z wielu oręży bestialstwa nazizmu – ostateczne rozwiązanie znaczyło po prostu śmierć, getto było niczym innym jak swoistą celą śmierci. Takich przykładów obłudy, choćby tylko na płaszczyźnie językowej, jest jeszcze wiele.

Pierwszą wielką akcją były wydarzenia z początku czerwca 1942 roku. Przeprowadzono wtedy kontrolę dokumentów, która miała oddzielić osoby pracujące lub zdolne do pracy od ludzi nieprzydatnych niemieckiej machinie wojennej. W wyniku tych działań deportowano do obozu zagłady w Bełżcu od 5 do 7 tys. ludzi. Transporty dotarły do Bełżca w dniach 2, 4 oraz 8 czerwca. Wszyscy zostali zamordowani tlenkiem węgla wydobywającym się z silnika spalinowego. Około 100 osób, których z różnych powodów nie upchnięto do bydlęcych wagonów, zastrzelono na miejscu.

Druga niezwykle brutalna akcja miała miejsce 28 października 1942 roku. Wtedy to dokonano rzezi na pacjentach szpitali żydowskich oraz Domu Starców, a Dawid Kurzmann poszedł na śmierć z podopiecznymi Domu Sierot, którzy nie zostali zamordowani na miejscu. Tego dnia wywieziono do Bełżca około 5 tys. ludzi, a około 600 zastrzelono na miejscu. 6 grudnia 1942 roku władze niemieckie podzieliły getto na część „A” przeznaczoną dla osób zdolnych do pracy oraz „B” przeznaczoną dla reszty.

W dniach 13–14 marca 1943 roku Niemcy przeprowadzili ostateczną likwidację getta. Scenariusz był już znany. Najpierw oddziały SS i policji otaczały getto, a następnie zaczynała się rzeź. Żydzi z getta „A” mieli udać się do obozu w Płaszowie, co też uczynili. Natomiast mieszkańcy getta „B” skazani zostali na śmierć. Historycy podają, że ostateczne wysiedlenie krakowskiego getta pochłonęło około 4 tys. ofiar (ok. 2 tys. uśmiercono w komorach gazowych KL Auschwitz, następne 2 tys. zastrzelono na miejscu lub w obozie). Natomiast ok. 8 tys. osób, których uznano za zdolnych do pracy przepędzono do obozu w Płaszowie. W getcie pozostali nieliczni, w tym prezes Żydowskiej Samopomocy Społecznej Michał Weichert wraz z rodziną, członkowie Judenratu (Rady Żydowskiej), niektórzy policjanci żydowscy (OD) oraz konfidenci. Niemcy nie zamierzali dotrzymywać słowa danego konfidentom oraz najczęściej skorumpowanym policjantom żydowskim. Zostali oni zamordowani dość szybko, kiedy nie byli już potrzebni. Michał Weichert przeżył, lecz po wojnie został oskarżony o kolaborację. Został jednak oczyszczony z tych zarzutów.

Zaledwie w ciągu trzech lat Niemcy zamordowali żydowski Kraków. Wraz z likwidacją krakowskiego getta skończyła się pewna epoka w historii Krakowa. Po zakończeniu wojny Żydzi znowu pokazali się w przestrzeni publicznej Krakowa, wielu z nich wyszło z ukrycia, układając sobie życie „na nowo”. Wielu wyjechało z Polski, chcąc zapomnieć, wybierając inne życie z dala od wspomnień i cmentarzy.

Co roku społeczność Krakowa spotyka się na placu Bohaterów Getta (dawnym placu Zgody), a następnie przemierza drogę, którą pokonali Żydzi z getta „A” kierujący się do obozu w Płaszowie. Jako żydowska społeczność miasta Krakowa wszystkim, którzy tego dnia idą wspólnie z nami, ale również tym, którzy są tego dnia myślami przy nas, serdecznie dziękujemy.